www.bemowa.pl

:: Polska bezrządem stoi. Jak długo jeszcze?
Wiadomość dodana przez: Za Gazetą Finansową. (2009-10-03 10:19:46)

Kryzys władzy stał się faktem, kiedy sukcesem ogłasza się odzyskanie za miliardy dolarów Państwowego Zakładu Ubezpieczeń od pekulacyjnej instytucji finansowej, wodzącej za nos kolejne rządy, aż wreszcie ugrała bajońską sumę odszkodowawczą, która uderzy w już i tak rachitycznie funkcjonujące gospodarstwa domowe Polaków.
Co dzieje się tymczasem na światowej arenie gospodarczej ukazuje ciekawy artykuł Cezarego Mecha opublikowany w Gazecie Finansowej, który poniżej obszernie cytujemy

" -Wolimy pomóc bankom niż chronić miejsca pracy? -
W zeszłym tygodniu Grupa G20 spotkała się w Pittsburghu, by przedyskutować dalsze możliwości koordynacji polityki gospodarczej i zacieśnienia nadzoru nad instytucjami finansowymi.
W czasie jego trwania Kevin Walsh z Fed stwierdził, że Stany Zjednoczone muszą zdecydować się na agresywną strategię wyjścia odwracającą monetarne konsekwencje akcji pobudzających gospodarkę. Na temat strategii wyjścia wypowiedział się również Yves Mersch, z Europejskiego Banku Centralnego, stwierdzając, że obecne działania muszą być dobrze czasowo umiejscowione, po to, by trafnie wybrać moment „podwyżek stóp procentowych i wycofania płynności” w momencie powrotu do normy rynku pieniężnego. Podobnie Jim Reid z Deutsche Banku uznał istotność wyboru czasu do wycofania się z nadzwyczajnych interwencji.

Kosztowne wychodzenie z kryzysu
Obecnie obserwujemy, że mimo bardzo zachęcających informacji napływających z rynku kapitałowego i pomimo przeznaczenia 9 bln dolarów wsparcia na odbudowę światowej gospodarki po największym od siedemdziesięciu lat załamaniu, obserwujemy najsłabsze pokonywanie procesów recesyjnych od czasów II wojny światowej.
Ponadto wyjście z kryzysu odbywa się przy bardzo silnym wzroście zadłużenia państw, co profesor Harvardu Kenneth Rogoff uznał za największą słabość zastosowanych działań, „która bardzo możliwe, że spowoduje następny kryzys”. Stefan King z HSBC uważa, że strategia wyjścia jest bardzo kosztowna, ponieważ odwrócenie procesów związanych z pożyczaniem i wsparciem dla instytucji bankowych będzie wymagało od przywódców państw podniesienia podatków, jak i też ograniczenia wydatków, co będzie prowadziło do „wieku oszczędności”. Efektem tego będzie ograniczenie perspektyw wzrostu i ograniczenia procesu wzrostu gospodarczego, które już następuje, ponieważ mimo przebłysków ożywienia zgodnie z projekcjami OECD, światowy potencjał wzrostu spadnie do poziomu 1,1 proc. w przyszłym roku w porównaniu 2,4 proc. podczas dekady poprzedzającej kryzys.

Cięcia wydatków.
MFW stwierdza, że dług państw G20 wzrośnie do poziomu 37 bln USD – 82,1 proc. ich sumarycznego PKB w 2010 r., a więc aż o 20 pkt. proc. w porównaniu z rokiem 2008. Również Alan Greenspan twierdzi, że amerykański dług równy 84 proc. PKB jest bardzo groźny i zagraża nie tylko finansom państwa, ale i dolarowi. Dlatego też przywódcy muszą znaleźć koherentną strategię wyjścia z pakietów stymulujących na kwotę 2 bln USD już w najbliższym czasie. Zarówno rząd Stanów Zjednoczonych, jak i FED wydali, pożyczyli i nabyli zobowiązania na olbrzymią kwotę 12 bln USD w celu ożywienia gospodarki i przeciwdziałania załamaniu rynku kapitałowego. W efekcie Goldman Sachs oczekuje zacieśnienia polityki fiskalnej w USA co najmniej na poziomie 1,6 proc. PKB w 2011 r., a w Niemczech już podjęto decyzję o zredukowaniu emisji długu w IV kw., powołując się na „polepszenie warunków finansowych”. W obliczu najwyższego wśród G20 12-proc. deficytu Gordon Brown już zapowiedział obniżki wydatków. James Nixon z Societe Generale szacuje, że Wielka. Brytania będzie musiała podwyższyć podatki i obniżyć wydatki na skalę aż 9,1 proc. PKB w celu zbilansowania swoich finansów publicznych, co jego zdaniem doprowadzi do zastoju wzrost gospodarczy w najbliższych latach. (...)

 Konieczne relokacje
To, co niewątpliwie czeka świat i Polskę, to – jak przewiduje Olivier Blanchard z MFW – konieczność "realokacji między wydatkami publicznymi a prywatnymi", a z drugiej strony "realokacja światowego popytu między krajami". W ramach procesów dostosowawczych w USA wzrosło bezrobocie do 9,7 proc. w zeszłym miesiącu, a więc do najwyższego poziomu od czerwca 1993 r., kiedy to osiągnęło poziom 10,1 proc., podczas gdy wykorzystanie zdolności produkcyjnych w sierpniu było na poziomie 69,8 proc. w porównaniu z 68,3 proc. w czerwcu, który to wskaźnik był na najniższym poziomie od początku jego publikowania w… 1967 r. Podczas gdy przeciętne wykorzystanie mocy produkcyjnych w okresie 2005 – 2007 wynosiło 81 proc. Realokacja jest konieczna, gdyż to utrzymujący się przez lata deficyt handlowy USA na poziomie 6 proc., tak jak to było w 2006 r., a więc porównywalny z tym, jaki mają co poniektóre kraje Trzeciego Świata, musiał doprowadzić do światowego kryzysu w sytuacji kraju, którego udział w PKB świata wynosi aż 21 proc. Ten deficyt handlowy był finansowany przez napływ inwestycji zagranicznych i zakup obligacji, w znacznym stopniu z Azji, a zwłaszcza Chin. Obecnie pod wpływem spadku dolara względem koszyka walutowego o 11 proc. od stycznia i o 16 proc. względem euro, deficyt handlowy spadł do poziomu 2,4 proc. PKB. Spadek zapotrzebowania kredytowego ze strony konsumentów spowodował, że zapotrzebowanie na kapitał zagraniczny również spadło i to aż o 56 proc. USA przegrają z Chinami? Ożywienie gospodarcze częściowo przyhamowało dynamikę tego procesu i w efekcie deficyt handlowy w lipcu (4,5 mld) był najwyższy w tym roku, kumulując się do poziomu 32 mld USD od stycznia. Przeciętnie w ciągu ostatnich 3 miesięcy eksport amerykański wzrósł o 14 proc. Patrząc na procesy realokacji gospodarki światowej, to osłabienie dolara, zwiększenie oszczędności w USA, jak też zmniejszenie deficytu handlowego, są ze sobą powiązane. W efekcie tych zmian eksport amerykański, który wzrasta w tempie 14 proc. rocznie, stał się bardziej konkurencyjny, cenowo o 26 proc. w porównaniu z rokiem 2006. Utrzymywanie niskich poziomów stóp procentowych w USA ma też ten efekt, że inwestycje tam stają się mniej opłacalne, a z drugiej strony produkty amerykańskie stają się bardziej konkurencyjne i istnieje na nie większe zapotrzebowanie. Ma to wpływ na bilans płatniczy, który jest powiązany z inwestycjami w USA, a który zmniejszył się gwałtownie do poziomu 98,8 mld USD w drugim kwartale z rekordowego poziomu 214,8 mld USD sprzed trzech lat. Niemniej te przemiany są nadal kryzysogenne i wymagają koordynacji zwłaszcza z Chinami, po to, aby mogły być skuteczne. Prezes BlackRock, który ostatnio dokonywał znaczących inwestycji na rynku amerykańskim, a który kontroluje aktywa o łącznej wartości 3 bln USD, zwrócił uwagę na fakt, że ze względu na panującą płynność nadal można oczekiwać pewnej inflacji cen aktywów.
Jednakże jeśli chodzi o perspektywy gospodarcze, to są one bardzo ograniczone i mniejsze, niż można by było oczekiwać po tak znaczącej recesji. Przyczyny upatruje on w spadku konkurencyjności USA jako kraju i przeciwstawia to polityce chińskiej, która olbrzymi, blisko 700-mld, pakiet stymulacyjny przeznaczyła na inwestycje strukturalne, które będą polepszały perspektywy kreowania biznesu w przyszłości.

Chińska potęga
Wzrost gospodarczy w Chinach z powodu tych działań doprowadził do wzrostu PKB w I kw. o 7,1 proc. ale powszechnie się uważa, że nastąpi dalsze jego przyspieszenie do 8,3 proc. w całym 2009 r. oraz do 9,4 proc. w 2010 r.
W efekcie, w przyszłym roku, (...) Chiny formalnie staną się drugą największą gospodarką po USA. Zgodnie z wyliczeniami Economist Intelligence Unit wzrost ten jest zasługą przyrostu popytu krajowego o 11,5 proc. w ujęciu realnym. Równie szybkiego przyrostu konsumpcji o 9,3 proc. i jeszcze szybszego wzrostu w inwestycjach, które były lokomotywą i wzrosły o 14,8 proc. W
 efekcie nastąpiła bardzo silna ekspansja podaży pieniądza M2 i udzielonych kredytów. Z drugiej strony nastąpiło znaczące przeorientowanie się na rynek krajowy i skokowe zmniejszenie deficytu bilansu płatniczego i handlowego. Przy czym eksport spadł bardziej niż import. Mimo tego nadwyżki zakumulowane w latach poprzednich doprowadziły do tego, że rezerwy chińskie wynoszą 2 bln 132 mld USD, stanowiąc ponad 40 proc. chińskiego PKB. Ich szybki rozrost był spowodowany faktem, że o ile konsumpcja w Chinach wynosiła zaledwie 35 proc. PKB w 2007 r., to aż 11 proc. PKB polegało na inwestycjach walutowych zagranicznych o niskiej rentowności. Poziom tych inwestycji zagranicznych był bliski 1/3 konsumpcji prywatnej. Taka agresywna polityka wspierająca produkcję krajową, działania interweniujące na rynku walutowym powiązane ze sterylizowaniem efektu monetarnego, wspierały ekspansję eksportową. W tym roku mimo tak znaczącego załamania popytu globalnego Chiny skutecznie przeciwstawiły się recesji poprzez stworzenie warunków do powiększenia bazy kredytowej. Od początku roku do sierpnia włącznie wzrost kredytów wynosił łącznie aż 31 proc. krajowego PKB, a więc ponad 8 bln juanów, czyli znacznie więcej, niż to było w Japonii pod koniec lat 80., a nawet w USA podczas pęcznienia aktywów bankowych za czasów Greenspana. Dlatego mimo że kredyty zagrożone spadają systematycznie w Chinach od 5 lat z poziomu prawie 17 proc. do poziomu 1,8 proc. pod koniec czerwca, to zastosowana inżynieria finansowa na tle utrzymującej się nierównowagi na rynku światowym również wymaga opracowania strategii wyjścia.

Analizując powyższe procesy i działania antykryzysowe wspierające produkcję krajową, za przygnębiające należy uznać niedocenianie skuteczności prowadzenia aktywnej polityki gospodarczej w naszym kraju.
W sytuacji gdy cały świat stara się uzdrowić system bankowy, by był bardziej oparty na konserwatywnych zasadach, a z drugiej strony chce znaleźć strategię wyjścia z nadpłynności, która obecnie istnieje na rynku, a która może się przełożyć na przyspieszenie procesów inflacyjnych, my przewrotnie ogłaszamy za sukces naszych działań zatwierdzenie przez KE 25 września programu pomocy dla sektora finansowego.
Podczas gdy jego głównym elementem są gwarancje Skarbu Państwa na nowo emitowany dług i wsparcie płynności.
W sytuacji kiedy Polska nie może otrzymać zgody na pomoc dla polskich stoczni i utrzymanie miejsca pracy w kraju, za niepokojące należałoby uznać przyśpieszone zatwierdzenie pomocy dla zagranicznych inwestorów dominujących w polskim systemie bankowym, a której koszty będą ponosić krajowi podatnicy.
Należy w końcu zauważyć olbrzymie zagrożenia związane z utratą miejsc pracy i przenoszeniem ich za granicę, jak i też konsekwencje gospodarcze emigracji 2,2 mln Polaków do organizacji gospodarczych w krajach zachodniej Europy.
Jest to olbrzymie zagrożenie dla finansów publicznych, pogłębiane przez przyspieszony proces starzenia się naszego społeczeństwa.
Korzystając z najlepszych wzorów zagranicznych, powinniśmy się tym negatywnym procesom przeciwstawiać, inicjując powstanie polityki prorodzinnej i energicznie wspierając powstawanie miejsc pracy w kraju. "


Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo dr Cezary Mech.

 Autor jest byłym prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów




adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=880