www.bemowa.pl

:: Tęczowe reklamy
Wiadomo dodana przez: JBS (2008-05-24 17:57:05)

Siedzę i piję herbatę. Zaraz będzie film, który chcę obejrzeć. Na razie „lecą” reklamy.
Na ekranie starsza, siwa pani nie może trafić łyżeczką do cukierniczki, ponieważ nie ma okularów.
Dlaczego nie ma?

Ponieważ brakuje jej pieniędzy.



Ale jest rozwiązanie łatwe i proste! Jakie? Starsza pani bierze kredyt i widzimy jak za chwilę, z uśmiechem, już w okularach słodzi sobie kawę. Pełnia szczęścia. W tle jest jeszcze przedstawicielka banku, która opowiada o tym jak to „pomaga ludziom” nie wspominając nic, że ta rzekoma „pomoc” – to jej praca za stałe miesięczne wynagrodzenie.  

Smutne, śmieszne, żenujące, poniżające? Nie – to coś więcej.  

Przecież pytaniem podstawowym powinno być nie to z jakiego banku czy od jakiego lichwiarza starsza pani ma pożyczyć gotówkę na przysłowiowe okulary – ale dlaczego po uczciwym przepracowaniu kilkudziesięciu lat jej emerytura nie wystarcza na najbardziej podstawowe potrzeby? A co będzie jak za miesiąc starsza pani będzie potrzebowała na przykład pójść do prywatnego dentysty? Czy dostanie następny kredyt? Ciekawe na spłacenie ilu takich niezbędnych kredytów starczy jej emerytura? I czy w końcu będzie zmuszona zaciągnąć pożyczkę na zapłacenie zaległego czynszu? 

Bo, powiedzmy sobie otwarcie – okulary, podobnie jak lekarstwa, jedzenie, ubranie, dach nad głową i środki na gaz, prąd, bieżącą wodę, ogrzewanie, telefon itd. – to są sprawy absolutnie podstawowe. To nie są luksusy.

Gdyby starsza pani miała fantazję na wycieczkę do Honolulu, a nie miała na to środków – no to faktycznie można by się zastanawiać gdzie i na jaki procent ma na tę eskapadę pożyczyć gotówkę – jeśli naprawdę nie może się obyć bez dalekich podróży. 

Po napisaniu przeze mnie pierwszych dwóch zdań tego felietonu, zadzwonił telefon. To bank pragnął mnie poinformować, że mogę przyjść i zaciągnąć kredyt.

– Dziękuję, nie chcę żadnego kredytu – odpowiedziałam.

 Ale przez trzy miesiące nie musi pani niczego spłacać – kusił dalej głos, niezrażony moją odmową. Odłożyłam słuchawkę. 

Spojrzałam na ekran telewizora. Akurat „leciała” następna reklama. Ojciec rodziny miał kłopoty ze spłacaniem trzech różnych kredytów. Nie wziął ich na jakieś nadzwyczajne luksusy, ale na standardowe wyposażenie mieszkania i na komputer dla syna jedynaka. Powinno być go na to stać ze stałych dochodów. Dlaczego musiał się zadłużyć? To nie było ważne – jest przecież wspaniałe rozwiązanie! Bank X zaoferował następny kredyt, dzięki któremu zmartwiony mąż i ojciec mógł się szeroko uśmiechnąć ponieważ zamienił swoje trzy raty w banku Y na jedną mniejszą (od ich sumy) w banku X. Znowu pełnia szczęścia. 

Czyż nie jest to wspóczesne pranie mózgu?

Wmawianie ludziom że mogą, a nawet powinni beztrosko brać kredyty (czyli mówiąc wprost zaciągać długi) i nie muszą się martwić jak i z czego będą te zadłużenia spłacać… 

Tylko do czego to prowadzi na dłuższą metę?

Czasami jest emitowany jakiś przygnębiający reportaż, w którym pada słowo „komornik”, „eksmisja” i widać przerażonych, zrozpaczonych ludzi. Ale takie programy są rzadko i nie należą do bajkowego świata reklam. 

Więc oglądajmy reklamy i wierzmy, że to właśnie do nas uśmiechnie się los i to my dostaniemy razem z kredytem wysoką nagrodę przewidzianą dla szczęściarzy. Po co psuć sobie humor? Lepiej nie myśleć o konsekwencjach – jak długo to jest możliwe. Poza tym aby myśleć – trzeba mieć mózg sprawny, a nie wyprany w tęczowych reklamach. 




adres tej wiadomoci: www.bemowa.pl/news.php?id=736