www.bemowa.pl

:: Wyp臋dzeni z Warszawy 1944 – losy dzieci. Niezwyk艂a wystawa.
Wiadomo舵 dodana przez: Andrzej Rodys (2008-01-26 19:51:21)

O Powstaniu Warszawskim i o ca艂ym splocie wydarze艅 oko艂opowstaniowych, a w og贸le wojennych, chcia艂em bardzo szybko zapomnie膰.
Ale nie takie to proste... Oczywi艣cie, wiele szczeg贸艂贸w ju偶 si臋 zatar艂o...聽 S膮 jednak i takie, kt贸re do dzisiaj pozostaj膮 艣wie偶e, a ze szczeg贸ln膮 wyrazisto艣ci膮 powracaj膮 pod wp艂ywem impuls贸w zewn臋trznych...
Takich impuls贸w nie szcz臋dzi艂 mi rok 2007.


Do nich przede wszystkim nale偶a艂a wystawa w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy zatytu艂owana 鈥濿yp臋dzeni z Warszawy 1944 鈥 losy dzieci鈥, na otwarciu kt贸rej we wrze艣niu ub. r. by艂em obecny.
Projekt by艂 realizowany ze 艣rodk贸w Unii Europejskiej, a organizatorem, obok wspomnianego Muzeum i Archiwum Pa艅stwowego m. st. Warszawy, by艂a tak偶e niemiecka fundacja Stiftung niedersachsische Gedenkst盲tten, kt贸rej szef 鈥 prof. Karl Liedke podczas panelu, otwieraj膮cego wystaw臋, wyg艂osi艂, w znakomitej zreszt膮 polszczy藕nie, odczyt 鈥濸olacy w obozie Bergen-Belsen鈥.
Z innych wprowadze艅 do panelowej dyskusji szczeg贸lnie utkwi艂o mi w pami臋ci has艂o 鈥濼rauma wojenna u dzieci鈥 stanowi膮ce tytu艂 odczytu prof. Marii Lis-Turlejskiej z Wydzia艂u Psychologii UW. My艣l臋, 偶e to, co napisa艂em na wst臋pie o wydarzeniach, tkwi膮cych uparcie w pami臋ci, przez wiele, wiele lat, cho膰 chcia艂oby si臋 je wyrzuci膰, to w艂a艣nie wyraz takiej traumy.
Musz臋 przyzna膰, 偶e sk艂onny by艂em z pewn膮 ironi膮 podchodzi膰 do coraz cz臋艣ciej podawanych przez media informacji o tym, 偶e kto艣, kto uczestniczy艂 w tragicznym wydarzeniu, znajduje si臋 pod opiek膮 psychologa.
Gdyby nam, owym powstaniowym dzieciom, wyp臋dzonym z Warszawy w roku 1944, zapewniono opiek臋 psychologiczn膮, mo偶e by艣my dzi艣 mogli na 艣wiat spogl膮da膰 zupe艂nie innymi oczami i nie m臋czy艂y by nas wspomnienia, kt贸re do lekkich, 艂atwych i przyjemnych zdecydowanie nie nale偶膮.
Ale kto my艣la艂 o psychologii wtedy, gdy najwa偶niejszym celem by艂o po prostu prze偶y膰...
Na samej wystawie, o wielkie wzruszenie przyprawi艂 mnie widok oszklonej szafki, kt贸rej zawarto艣膰 stanowi艂y r贸偶ne przedmioty codziennego u偶ytku i zabawki, a w艣r贸d nich dwie ksi膮偶ki. Jedna to 鈥濻erce鈥 Edmondo de Amicisa. Dzisiaj by艣my powiedzieli 鈥瀔ultowa鈥, obok 鈥濩h艂opc贸w z placu Broni鈥, pozycja w 贸wczesnej lekturze dla ch艂opc贸w. Druga to 鈥濼rzy ma艂e 艣winki鈥 Walta Disney\'a, dla m艂odszych dzieci. Obydwie ksi膮偶ki, akurat w wydaniu takim, jakie mia艂em przed Powstaniem. Wtedy, jak na 偶ywo, uprzytomni艂em sobie, 偶e 鈥濻erce鈥 czyta艂em tu偶, tu偶 przed wyp臋dzeniem i do dzi艣 s膮 mi bliskie losy ma艂ego Lombardczyka, ma艂ego dobosza z Sardynii, czy ch艂opca, poszukuj膮cego swej matki po ca艂ej wielkiej Argentynie, w opowiadaniu 鈥濷d Apenin do And贸w鈥.
Wiem, 偶e w艂a艣nie na moje poczucie patriotyzmu wielki wp艂yw mieli, wygl膮daj膮cy z kart tej ksi膮偶ki, w艂oscy ch艂opcy z okresu pocz膮tk贸w zjednoczonej Italii. Mo偶e to patriotyzm zbyt naiwny i nie przystaj膮cy do dzisiejszych polskich reali贸w, ale taki to ju偶 on zostanie...
By艂y tak偶e na wystawie, jakby prawem kontrastu, rysunki dzieci wsp贸艂czesnych, nawet nie maj膮ce zwi膮zku z tamtymi wydarzeniami. Mia艂y one pokaza膰, 偶e dzieci niezale偶nie od epoki w kt贸rej 偶yj膮, s膮 takie same, a cech膮 charakterystyczn膮 ich wszystkich jest to, 偶e rysuj膮 bez wzgl臋du na to czy maj膮 uzdolnienia w tym kierunku, czy nie. Dziwnym zbiegiem okoliczno艣ci zachowa艂 si臋 m贸j zbi贸r rysunk贸w z tamtego okresu. By艂y one wykonywane ju偶 podczas pobytu na wygnaniu. Zrozumia艂e, 偶e dominowa艂a w nich tematyka wojenna, w tym powstaniowa, ale by艂y i takie, kt贸re mog艂y r贸wnie dobrze powsta膰 w innej epoce, nie maj膮ce nic wsp贸lnego z tym co si臋 w贸wczas dzia艂o wok贸艂, na przyk艂ad jaka艣 scena inspirowana 鈥濸rzypadkami Robinsona Crusoe鈥, albo portrety kuzynek, kt贸rych podobie艅stwo, oczywi艣cie, mog艂o nasuwa膰 pewne w膮tpliwo艣ci...
Rysowa艂em w zeszycie, tak zwanym 鈥瀝achunkowym鈥, czyli na kratkowanym papierze, o艂贸wkami, nie za bardzo przystosowanymi do tego celu. Zeszyt ten wcze艣niej przekaza艂em do Muzeum Powstania Warszawskiego razem z dwoma za艣wiadczeniami z RGO, z kt贸rych jedno wydane by艂o w Ko艅skich wkr贸tce po opuszczeniu Warszawy z danymi personalnymi mojej matki z dopiskiem 鈥瀦 synem Andrzejem鈥. D艂ugo, d艂ugo te za艣wiadczenia le偶a艂y w moich papierach i nie przywi膮zywa艂em do nich szczeg贸lnej wagi, a przypomnia艂em sobie o nich po przeczytaniu umieszczonej na wystawie odezwy gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera, w kt贸rym nawo艂uje on ludno艣膰 wyp臋dzon膮 do zg艂aszania swoich danych osobowych do RGO, celem 艂atwiejszego odszukiwania si臋 rodzin.
Zar贸wno w tym obwieszczeniu, jak i w drugim, zawieraj膮cym apel generalnego gubernatora Franka do ludno艣ci polskiej o udzielenie pomocy ludno艣ci warszawskiej, charakterystyczne jest, 偶e hitlerowcy pos艂uguj膮 si臋 terminami 鈥瀠ciekinierzy z Warszawy鈥 lub 鈥瀠chod藕cy warszawscy鈥, co jest oczywist膮 nieprawd膮. My艣my bowiem nie byli 偶adnymi uciekinierami.
Zostali艣my po prostu brutalnie z dom贸w wyp臋dzeni, bez 偶adnej mo偶liwo艣ci wzi臋cia czegokolwiek poza tym, co ka偶dy mia艂 na sobie i przy sobie. Wyp臋dzeni zostali艣my z piwnicy, bez prawa wej艣cia, cho膰by na chwil臋, do mieszkania. Inna rzecz, 偶e przewiduj膮c to, i偶 zostaniemy zmuszeni do opuszczenia dom贸w, mieli艣my przy sobie torby z rzeczami, kt贸re, jak s膮dzili艣my, mog艂y si臋 przyda膰. Pojemno艣膰 tych toreb by艂a jednak ograniczona...
Nie jest moim zamiarem opisywanie tutaj ani Powstania, ani samego wyp臋dzenia, rzecz jasna widzianych moimi oczami, o艣mioletnimi w贸wczas. By艂by to bowiem materia艂 na ca艂kiem spor膮 ksi膮偶k臋, opisuj膮c膮 drog臋 z 呕oliborza przez ko艣ci贸艂 艣wi臋tego Wojciecha na Woli, poprzez pruszkowski Dulag 121, do regionu 艣wi臋tokrzyskiego, pobyt tam, a p贸藕niej w Cz臋stochowie, a偶 do powrotu w rodzinne strony. Powrotu smutnego, bo do nieistniej膮cego ju偶 domu. Ksi膮偶k臋 tak膮, by膰 mo偶e, jeszcze uda mi si臋 napisa膰, o ile 偶ycia wystarczy...
Chc臋 wszak偶e zwr贸ci膰 uwag臋 na to, 偶e pani Erika Steinbach nie ma monopolu na szermowanie s艂owem 鈥瀢yp臋dzeni鈥 i cho膰 sk艂onny jestem rozumie膰 偶al Niemc贸w opuszczaj膮cych swoje siedziby, to jednak nie bardzo wierz臋 w to, 偶e zostali oni wyp臋dzeni w spos贸b tak brutalny i w trybie tak natychmiastowym...
Wracaj膮c do zagadnie艅 traumy, zastanawiam si臋, co dla mnie w tym ca艂ym zespole wydarze艅 by艂o najbardziej traumatyczne. I powoli dochodz臋 do wniosku, 偶e nie zdarzenia zwi膮zane z pozostawaniem wewn膮trz walki tocz膮cej si臋 naoko艂o. 呕oliborz akurat nie by艂 miejscem szczeg贸lnego piek艂a. Oczywi艣cie, da艂o si臋 s艂ysze膰 nieco zbyt du偶ego i nieprzyjemnego ha艂asu, je偶eli by艂o si臋 tu偶, tu偶 przy dworcu Gda艅skim, gdzie funkcjonowa艂a wyrzutnia pocisk贸w rakietowych zwana szaf膮 lub krow膮. Ponadto o dworzec toczy艂y si臋 zaci臋te walki, kt贸rych echa dociera艂y do艣膰 wyra藕nie na plac Inwalid贸w. By艂o par臋 moment贸w grozy. Niemniej jednak, grzechem by艂oby twierdzi膰, 偶e na 呕oliborzu prze偶ywali艣my to, co na przyk艂ad na Star贸wce, czy w 艢r贸dmie艣ciu. Fakt jednak, 偶e trwa艂o to bardzo d艂ugo. Nas wyp臋dzono dopiero 29 wrze艣nia...
Najbardziej traumatyczny nie by艂 te偶 ani pobyt w Pruszkowie, ani paromiesi臋czna tu艂aczka po r贸偶nych miejscach pomi臋dzy Ko艅skimi, a Cz臋stochow膮. Moment szczeg贸lnie tragiczny to chyba w艂a艣nie ten wymarzony, wy艣niony powr贸t, w kt贸rym okaza艂o si臋, 偶e nic ze starego domu nie zosta艂o i trzeba wszystko zaczyna膰 od nowa...
Swoje, zwi膮zane z tym odczucia zawar艂em w poemacie 鈥濷powie艣膰 o wyp臋dzeniu鈥, napisanym w roku 2005, ale w oparciu o r贸偶ne w膮tki, kt贸re w my艣lach uk艂ada艂em w ci膮gu ca艂ego, przesz艂o sze艣膰dziesi臋cioletniego okresu.
Fragment tego poematu zosta艂 przytoczony w artykule redakcyjnym IRB zamieszczonym 17 stycznia roku bie偶膮cego, czyli w rocznic臋 zaj臋cia terytorium lewobrze偶nej Warszawy przez wojska pierwszego frontu bia艂oruskiego. Wiele ju偶 napisano na temat kontrowersyjnego charakteru tej rocznicy. Zapewne d艂ugo toczy膰 si臋 bed膮 spory o to, czy by艂o to wyzwolenie, czy pocz膮tek drugiej niewoli. Ale, niezale偶nie od tego, czyja w tych sporach jest racja, nie ulega w膮tpliwo艣ci, 偶e 贸wcze艣ni wyp臋dzeni z Warszawy traktowali dzie艅 17 stycznia jako pocz膮tek radosnego okresu, w kt贸rym powr贸t do Warszawy jest ju偶 mo偶liwy.
Niestety, wielu nie przeczuwa艂o, 偶e rado艣膰 powrotu wkr贸tce zostanie skonfrontowana z ponurym obrazem tego, co z Warszawy zosta艂o. Ale wraca艂o si臋 do niej pomimo to...
Drugi impuls to pa藕dziernikowy spektakl w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki, zatytu艂owany 鈥濼obie Warszawo鈥, b臋d膮cy monta偶em s艂owno-muzycznym, opartym o poetyckie teksty Krystyny 艁agowskiej z tomiku 鈥濸oczta powsta艅cza鈥.
W trakcie ogl膮dania poczu艂em si臋 znowu tym o艣mioletnim dzieckiem, kt贸re znowu za chwil臋 b臋dzie musia艂o si臋 czego艣 ba膰 i nie przeczuwa jeszcze, 偶e wkr贸tce znajdzie si臋 w gronie wyp臋dzonych.
Autorka dedykowa艂a swoje wiersze 鈥濸okoleniom...鈥, a wi臋c i tym, kt贸rzy dzi艣 maj膮 kilka czy kilkana艣cie lat, by dowiedzieli si臋 czego艣 o swoich r贸wie艣nikach, ale 偶yj膮cych wiele lat wcze艣niej i walcz膮cych wtedy bezinteresownie, co dziwne wydawa膰 si臋 mo偶e we wsp贸lczesnym 艣wiecie.
Mo偶na jednak my艣le膰, 偶e do owych pokole艅, przes艂anie spektaklu dotar艂o by zapewne szerzej i dobitniej, gdyby by艂 powtarzany, gdyby znalaz艂 odd藕wi臋k w mediach.
To ju偶 osobne zagadnienie, 偶e cech膮 charakterystyczn膮 r贸偶nych, bardzo warto艣ciowych nieraz, imprez, realizowanych w naszych o艣rodkach kultury, jest fakt, 偶e ko艅cz膮 one 偶ywot zaraz po premierze.
O czym tu jednak m贸wi膰, skoro i zawodowe teatry graj膮 coraz mniej, bo i to dyktowane jest przez popyt...
Trzeci impuls da艂 mi, w ko艅cu listopada, znany krytyk literacki Jan Zdzis艂aw Brudnicki. Mia艂em przyjemno艣膰 wys艂ucha膰 jego wyk艂adu po艣wi臋conego w du偶ej cz臋艣ci Mironowi Bia艂oszewskiemu i jego 鈥濸ami臋tnikowi z Powstania Warszawskiego鈥. Ten wyk艂ad bardzo mi od艣wie偶y艂 nie tylko sylwetk臋 poety i spojrzenie na 鈥濸ami臋tnik鈥, ale uprzytomni艂, 偶e Powstanie, to by艂o w moim 偶yciu co艣 bardzo wa偶nego, co艣, o czym chcia艂bym opowiada膰 i moim wsp贸艂czesnym i tym, kt贸rzy urodzili sie wiele lat p贸藕niej i si艂膮 rzeczy niewiele o nim wiedz膮, ale chc膮c opowiada膰, czuj臋 wielki niepok贸j... Mianowicie o to, czy potrafi臋, czy uda mi si臋 znale藕膰 j臋zyk taki , jakim mo偶naby dok艂adnie przekaza膰 te wszystkie obrazy, kt贸re jeszcze uparcie ko艂acz膮 si臋 w zakamarkach wzrokowej pami臋ci...
A stycze艅 roku 1945 rzeczywi艣cie by艂 mro藕ny, zupe艂nie niepodobny do tegorocznego...
Natomiast w roku nast臋pnym po wojnie, czyli w roku 1946, jakby dla kontrastu, mia艂em mo偶no艣膰 znale藕膰 si臋 w zupe艂nie innym 艣wiecie, kt贸ry wydawa艂 si臋 po prostu rajem na ziemi... Mianowicie, sp臋dzi艂em, przed艂u偶one nieco, bo trzymiesi臋czne, wakacje w Danii.
Staraniem Du艅skiego Czerwonego Krzy偶a i dzia艂aj膮cego pod jego skrzyd艂ami towarzystwa Red Barnet (ratujcie dzieci), na wakacje te wyjecha艂a pi臋膰setosobowa grupa dzieci polskich (przede wszystkim warszawskich). Jest to wydarzenie dzi艣 ju偶 zapomniane, a niekt贸rym wydaj膮ce si臋 jako niemo偶liwe. Bo przecie偶 by艂a 鈥炁糴lazna kurtyna鈥, izolacja kraj贸w tak zwanego 鈥瀗aszego obozu鈥, scis艂a reglamentacja wyjazd贸w zagranicznych i tak dalej i tak dalej...
To wszystko prawda, ale jeszcze wtedy 偶elaznej kurtyny nie by艂o. Ona zapad艂a nieco p贸藕niej, gdzie艣 oko艂o 1948, bo jeszcze w 1947 mia艂 miejsce drugi taki wyjazd polskich dzieci (oczywi艣cie ju偶 w innym sk艂adzie osobowym).
Niew膮tpliwe jest, 偶e dla dzieci, kt贸re 艣wie偶o mia艂y w uszach ha艂as ostrzeliwa艅 i bombardowa艅, kt贸re 偶y艂y, nierzadko, na pograniczu n臋dzy, kt贸re pami臋ta艂y jeszcze widok zabitych i rannych, kt贸re same nieraz otar艂y si臋 o 艣mier膰 i rany, znalezienie si臋 w tym wspania艂ym kraju by艂o znalezieniem si臋 w 艣wiecie ba艣ni. Sam, w my艣lach nazwa艂em to 鈥瀢akacjami u Andersena鈥. Przez Dani臋 wprawdzie te偶 przesz艂a wojna, ale jej skutki by艂y znacznie 艂agodniejsze ni偶 u nas.
Te wakacje to te偶 chyba temat przysz艂ej ksi膮偶ki. Do dzi艣 pieczo艂owicie i z sentymentem przechowuj臋 m贸j identyfikator, kt贸ry podczas podr贸偶y nosi艂em na szyi, jako namiastk臋 paszportu...
Je偶eli o tym pisz臋 to dlatego, 偶e podczas morskiej podr贸偶y, mi臋dzy Gdyni膮, a Kopenhag膮, na 偶yczenie naszych du艅skich opiekun贸w-wychowawc贸w, troch臋 艣piewali艣my... Co mog艂y 艣piewa膰 wtedy warszawskie dzieci? No pewnie: 鈥濿arszawskie dzieci鈥, 鈥濺ozszumia艂y si臋 wierzby...鈥, 鈥濸a艂acyk Michla鈥, czy 鈥濵arsz Mokotowa鈥, nawi膮zuj膮ce do niedawnych prze偶y膰. Ale tak偶e wtedy nauczy艂em si臋 pie艣ni 鈥濵arsz, marsz Polonia...鈥 i pozna艂em owo 鈥瀌u艅skie serce鈥, o kt贸rym pisa艂 niegdy艣 Gustaw Morcinek.
Wog贸le, te wakacje, otworzy艂y mnie na Europ臋, pozwoli艂y na jakie艣 marzenia o otwartych granicach, o wsp贸lnocie narod贸w, na marzenia, kt贸re przez d艂ugie lata musia艂y pozosta膰 u艣pione.
Dzisiaj, staj膮 si臋 rzeczywisto艣ci膮...




adres tej wiadomo禼i: www.bemowa.pl/news.php?id=697