www.bemowa.pl

:: A styczeń był wtedy siarczyście mroźny.
Wiadomość dodana przez: Maciej IRB (2008-01-17 17:10:09)

Z Pragi na Powiśle, Czerniaków, Stare Miasto   przechodziło się po lodzie.
Koszmarne kikuty lewobrzeżnej Warszawy otulał śniegowy puch, jakby tą iskrzącą bielą próbowała natura złagodzić wracającym mieszkańcom poczucie rozpaczy.
Biała, kamienna pustynia  ciszą i majestatem posępnego szańca przyjmowała warszawiaków  powracających z wygnania.


                 ...droga do stolicy
była wolna i radość bez granic,
że już można, że wkrótce wracamy...
Wróciliśmy.  I wszystko to na nic... ! 

Nie ma domu, tylko mury stoją,
Wnętrze czarne, puste, wypalone,
oczodoły okien strachem zioną,
ból ogromny spoglądać w tę stronę...
Ból tym większy, że wiadomo było,
iż domostwo z walki ocalało,
a zniszczono je później, celowo...
Z tego miasta nic zostać nie miało,
bo tak główny nadczłowiek w Berlinie
postanowił, mniejsi go słuchali,
więc strzelały płomienie z miotaczy,
dom po domu ginął z rąk wandali...
Lecz, na szczęście, nie wszystko zdążyli
unicestwić, obrócić w ruinę,
więc zostało co nieco w pobliżu,
niby zapas na czarną godzinę...

No, niektórzy mieli takie szczęście,
że ocalał ich dom ukochany,
ale w domu pozostały tylko
cztery nagie, odrapane ściany,
bowiem wcześniej wszystko wartościowe
wyniesiono z domu bezpowrotnie,
pozostały tylko nędzne resztki 
i wybite szyby  w każdym oknie...

Więc  zaczęło się życie na nowo,
jak pionierski Robinsonów żywot.
Dziś to nosi nazwę survivalu,
jest rozrywką, wtedy nią nie było...
 
Dzisiaj komu by przyszło do głowy,
że żyć można bez prądu i wody,
bez tramwaju, bez auta, bez gazu,
bez marketów,  pralni, domów mody
i bez setek innych instytucji,
które życie bardzo ułatwiają...
(dzisiaj ludzie dziwią się wyjątkom,
co na przykład lodówki nie mają...)

Ale radość była wśród tej nędzy,
że jesteśmy, że dało się przeżyć,
każdy  bowiem kogoś w wojnie stracił,
chociaż dzisiaj nie każdy w to wierzy...
Żal nam było utraconych domów,
u znajomych kątem się mieszkało,
w połatanych pośpiesznie ruinach,
u sąsiadów, krewnych, gdzie się dało...

W każdym razie, na gruzach stolicy
odradzało się życie powoli,
w prymitywie, ale z entuzjazmem
chociaż przeszłość bardzo, bardzo boli... 
                                                                 Andrzej Rodys
Jako dziecko przeżył Powstanie Warszawskie, wypędzenie i powrót do rodzinnego miasta wkrótce po opuszczeniu go przez Niemców. Swoje wrażenia opisał w przejmującym poemacie ,,Opowieść o wypędzeniu"




adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=692