www.bemowa.pl

:: Ostał nam się jeno prezydent.
Wiadomość dodana przez: Wydawca (2007-11-17 15:52:10)

Cała reszta należy do czwartej władzy, czyli wydawców prasy zależnej. W tych warunkch niezależne wydawnictwa medialne stanęły przed nielada wyzwaniem. Jak zyskać właściwy dystans do wydarzeń w Polsce i w lokalnych społecznościach.

W przypadku Warszawy lokalność jest dość metropolitalna, czyli dotyczy spraw, którymi interesuje się każdy intelektualnie otwarty zakatek Polski, toteż uprawiać publicystykę społeczną w stolicy nawet na skromnych portalach internetowych, do jakich zaliczvć można IRB, znaczy wtykać nos do Polityki.
Gdy współczesne prasowe walce zrównują dzisiejszego czytelnika z typem obiektu docelowego, który bezwiednie, albo prawie bezwiednie był prowadzony od zarania rewolucji październikowerj za rączkę ku właściwym dla każdej władzy łączkom, interaktywne media XXI wieku otwieraja przed poszukujacym swobodnej konfrontacji idei, wrażeń czy zwykłych refleksji nowy wymiar interpersonalny.
Czytelnik przestaje być wciśniętym w fotel konsumentem i bezradnie wczytującym się w opatrzone wielkim tytułem nieomylne artykuły. Czasy kiedy, jeśli się nie zgadzał i usiłował szukać mniej urabiających wypowiedzi, gdy skazany był na syzyfowe nadzieje, mijają. Nie tylko w Polsce, jeszcze praktycznie nigdzie nie zmierzy się z osobą obwieszczającą chybione jego zdaniem przemyślenia, jednostronne ujęcie podnoszonego problemu, czy tzw. półprawdę.
Stary korporacyjny ład kisi go ustaweicznie w klimacie dekadenckim. Może tylko kopnąć ścianę wyrzucić gazetę, wyłączyć kanał przekazu audiowizualnego w TV, czy sieci Internetu.
To wszystko co może. Po kilkuset takich buntach zrezygnuje i stanie się bezwolnym odbiorcą docelowym jak jego poprzednicy z początku wielkiej korporacyjnej ofensywy, zapoczątkowanej, o paradoksie - jak głosi bolszewicki mit - wystrzałem krążownika Aurory.


Czy to znaczy, że nie istnieje wolność prasy, zakrzyknie redaktor wysokonakładowego dziennika i zaniesie się sarkastycznym śmiechem. Jakże to - opozycyjne media wciąż polemizują z korporacyjnymi, czy to śmiem nazywać monopropagandą. Taki przygłup ze mnie, że ów redaktor i cała redakcja pokłada się ze śmiechu.
Niech się wyśmieją. Ja tymczasem odczekam cierpliwie, aż się towarzystwo wytrzęsie i dokończę wątek
.........................................................................
Media XXI wieku to media interaktywne i tylko takie zadecydują o tym czy demokracji nie połknie korpokracja.
Dzięki nośności globalnej sieci docieramy w czasie rzeczywistym do odbiorcy bez jakiegokolwiek opóźnienia. To nas stawia w dość dobrej pozycji, gdyż czytelnik przyduszony jednostronnym bombardowaniem informacyjnym może z łatwością przenieść się do przestrzeni, w których odnajdzie dużo więcej swobody w wyrażaniu swoich opinii, wątpliwości czy choćby fobii.
Na zakończenie, żeby nie być gołosłownym.
Redakcja IRB nie blokuje wolnym intelektualistom swych łam nie tylko w komentarzach. Każdy może zamieścić swój artykuł (dodać newsa) na pierwszej stronie. Każdy kto swego nazwiska nie kryje przed wydawcą IRB pod pseudonimem. Ta ogólnie przyjęta w cywilizowanych demokracjach zasada zobowiązuje nas do rzetelności obopólnej.




adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=668