www.bemowa.pl

:: Jednia
Wiadomość dodana przez: Maciej Wysiadecki-Banaś (2007-07-30 21:08:59)

Schyłek lipca. Letnie apogeum, wyjazdów powrotów, dworce pełne, drogi wyjazdowe zaczopowane jakowymiś taborami. Warszawa jakby odrętwiała, mniej dynamiczna.

Pogoda kapryśna. To leje, to praży, to wieje. Po ulicach, zaułkach zaczynają krążyć jakoweś zwidy. Na Woli o zmierzchu pojawiają się po ścianami domów, lub przy pustych placykach - na których urywa się ciągłość numeracji - ogniki lampek, kwiaty.
Warszawiaków opadają dziwne emocje. Wychodzą na długie spacery po Śródmieściu, Powiślu, Czerniakowie, Mokotowie, Starówce, wzdłuż Wisły.
Wisła!
Bezużytecznie pusta snuje się przewężonym korytem wśród bujnych łozin praskich i cieniutkiej linii zieleni na lewym brzegu. Nie ta co kiedyś - pełna złotych kolorowych plaż, żaglówek, kajaków; statków do Młocin, Kazimierza, Płocka.
Chyba każde lato w Warszawie, na styku najdłuższych miesięcy, ma taki specyficzny klimat. Coś zawisa nad miastem niewidzialnym brzemieniem, niczym wyczekiwaniem na moment przesilenia. Przyjezdni, czują się jakoś dziwnie. Wieczorami siedząc po domach lub centrach handlowych usiłują rozproszyć niezrozumiałe nastroje.
Czasami zastanawiam się czy to od, jakoby martwej, Wisły ciągnie ów nastrój, czy wisi nad nami tęsknota za legendarnym pokoleniem 44, które jak prezydent Stefan Starzyński marzyło, by połączyć miasto i rzekę w przyjazną mieszkańcom jednię; wtedy tramwaj do maleńkiego Boernerowa budowano kilka miesięcy.
Mam nieodparte przeczucie, że ich byłoby stać na realizację takiej wizji. Co do współczesnych gospodarzy stolicy, wystarczy jeden nadwiślański spacer i wszystko jasne.
A bliżej nas popatrzmy na Powstańców Ślaskich via (dukcik) Dywizjonu 303.




adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=605