www.bemowa.pl

:: Zderzenie zapału z realiami
Wiadomość dodana przez: Marcin Bonicki (2006-11-14 18:32:43)

Refleksje na koniec kadencji 2002-2006 pióra byłego radnego.


Cztery lata temu, jako świeżo upieczony absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, pełen młodzieńczego zapału, otrzymałem poparcie blisko 500 mieszkańców w okręgu nr 1 (Boernerowo, Groty, Bemowo III, Górce) i zostałem radnym naszej dzielnicy.

Po politycznych przepychankach związanych z wyłonieniem zarządu dzielnicy, w wyniku których władzę utrzymała na Bemowie lewica, nastąpił o wiele mniej emocjonujący okres zwyczajnej działalności rady. W Warszawie rada dzielnicy ma kompetencje niewielkie i poza decydowaniem o składzie zarządu zajmuje się głównie opiniowaniem i wnioskowaniem. Natomiast główne decyzje, związane z wydawaniem publicznych pieniędzy oraz planowaniem przestrzennym, zapadają zupełnie gdzie indziej. My możemy jedynie prosić albo protestować. I zbierać „baty” od słusznie niezadowolonych wyborców.

Do zadań radnego należy również bieżące pomaganie mieszkańcom w załatwianiu drobnych spraw urzędowych. Niestety i w tym przypadku możliwość pomocy jest ograniczona. Często osoby potrzebujące zgłaszają się za późno, gdy pomoc jest już niemożliwa. Równie często adresatem wniosków lub skarg są podmioty niezależne od samorządu, na Bemowie w szczególności należą do nich spółdzielnie mieszkaniowe.

Zderzenie zapału z realiami może prowadzić do frustracji. Tym bardziej, że w radzie dzielnicy przypadła mi rola radnego opozycji, a więc do ograniczeń systemowych doszły jeszcze ograniczenia polityczne.

W takiej sytuacji można się poddać i ograniczyć do podnoszenia ręki na sesjach lub posiedzeniach komisji, częściej lub rzadziej popieranego głosem protestu. Można też jednak szukać swojej szansy. Ja nie umiałem usiedzieć spokojnie, wskutek czego na mojej stronie powstała dość bogata kronika „Z życia radnego”.

Plusy
Jeśli ktoś mnie pyta, co zrobiłem przez te cztery lata, to odpowiedź jest niestety krótka. Ale na szczęście w ogóle jest. Kiedyś byłem świadkiem, gdy radni opozycji, nie mogąc pochwalić się własnymi sukcesami na spotkaniu z wyborcami, niemal na wyścigi chwalili się działaniami inwestycyjnymi zwalczanego zarządu. Oczywiście można w takiej sytuacji mydlić innym oczy mówiąc o tym, że samorząd powinien być apolityczny. Ale ponieważ nie jest i nigdy nie będzie, to niesmak pozostaje. Elementarna uczciwość obowiązuje w każdej sytuacji.

Dlatego cieszę się, że dzięki moim staraniom została wyremontowana ulica Hubala-Dobrzańskiego, położona na granicy Warszawy (Grot) i Gminy Stare Babice. Udało mi się zainteresować problemem fatalnej jakości tej drogi - najpierw Komisję Budownictwa, potem Zarząd, aż wreszcie sprawa uzyskała akceptację Starych Babic i Rady Warszawy. Trwało to cztery lata, kosztowało prawie 3.000.000 zł, ale się udało. Choć zawsze można chcieć szybciej i lepiej. Tym razem nie udało się bowiem uniknąć zupełnie niepotrzebnych, a słusznych protestów mieszkańców, którym zaprojektowano zatokę autobusową na wjeździe do ich posesji.

Zapyta ktoś czy przez cztery lata nie mogłem więcej? Oczywiście zajmowałem się wieloma sprawami. Przygotowałem m.in. zaakceptowane przez radę dzielnicy projekty:
Uchwały w sprawie planowanej budowy dróg ekspresowych na terenie Bemowa, warszawskiego węzła komunikacyjnego, autostradowej obwodnicy i udrożnienia układu drogowego m.st. Warszawy;
Uchwały w sprawie apelu do Prezydenta m.st. Warszawy i Rady m.st. Warszawy o podjęcie działań zmierzających do zachowania obecnego charakteru i ładu przestrzennego osiedla domków jednorodzinnych "Jelonki Południowe", ograniczonego ulicami: Okrętową, Człuchowską, Drzeworytników, Cokołową, Brygadzistów, Sterniczą, Powstańców Śląskich, Połczyńską, Fortuny i Nowej Huty;
Stanowiska w sprawie usprawnienia komunikacji rowerowej i poprawy bezpieczeństwa drogowego.

Mam jednak świadomość, że choć powyższe uchwały odpowiadają na postulaty mieszkańców, to są one tylko opinią. Nie mają mocy wiążącej. Sprawa autostrad na Bemowie rozwija się wbrew uchwale rady. Trasa S-8 jest już mocno zaawansowana, trasa S-7 wciąż jest dla nas zagrożeniem. Osiedle Jelonki Południowe jest zabudowywane przez deweloperów, a na drogi dla rowerzystów musimy czekać i czekać. Dlatego trudno uznać mi to za sukces.

Tak samo jak załatwienie drobnych spraw, takich jak dopilnowanie uprzątnięcia dzikich wysypisk śmieci, naprawy znaków, sygnalizacji czy dziur w jezdni. Bo to jest podstawowym obowiązkiem samorządowców.

Kontakt
Jak już wspomniałem, do obowiązków radnego należy utrzymywanie kontaktu z mieszkańcami i służenie im pomocą. I o ile ze skutecznością mych działań było różnie, o tyle mam nadzieję, że te osoby, które trafiły do mnie na dyżurze lub innych spotkaniach, za pośrednictwem internetu lub telefonicznie, przyzwyczaiły się do tego, że radny to człowiek, do którego można i trzeba zwracać się z pomysłami i pytaniami. Mam nadzieję, że wszystkie te osoby pozostaną wierne temu przyzwyczajeniu w kolejnej kadencji.

Ja osobiście czuję ogromną satysfakcję z nawiązanych znajomości. W szczególności bardzo miło wspominam trzy dyżury rowerowe, w których łącznie kilkadziesiąt osób wspólnie przejechało całe Bemowo.

Udało mi się również w miarę regularnie przekazywać informacje o działaniach rady i komisji, w których pracowałem, za pośrednictwem strony internetowej. Bardzo przydatnym narzędziem stało się też forum internetowe, na którym najpopularniejszą tematyką była komunikacja. Z wielu pomysłów, które w ten sposób poznałem, udało się zrealizować przynajmniej dwa. Autobus E-2 został przekształcony w linię całoroczną (dawniej nie kursował w wakacje), a linia 507 została przedłużona na Gocław.

Starałem się również wspierać mieszkańców naszych spółdzielni. Początkowo uczestniczyłem w dyżurach organizowanych przez Oddział Bemowski Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców, później głównie udzielałem porad internetowych. Warto również wspomnieć o Konferencji „Przyjazna i przejrzysta spółdzielnia mieszkaniowa”, na którą przygotowałem poradnik dla spółdzielców dotyczący najnowszych zmian prawnych. Dzięki temu zaczęli się do mnie zgłaszać spółdzielcy z innych dzielnic Warszawy, a nawet innych regionów Polski.

Nie udało się
Jak wspomniałem na początku, działalność w radzie dzielnicy bywa frustrująca. Uczucie to jest skutkiem spraw niezałatwionych oraz decyzji, z którymi się nie zgadzam, a które podjęła większość w dzielnicy wraz z władzami miasta.

Niestety nie udało się rozwiązać problemu komunikacji nowych osiedli w rejonie ul. Osmańczyka i ul. Obrońców Tobruku. W poprzedniej kadencji 1998-2002 był to jeszcze obszar peryferyjny i chyba dlatego nie doczekał się jakieś wizji i planu zagospodarowania przestrzennego. W ostatnich czterech latach zamieszkało tu kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy osób, ale wpierw sporo czasu zajęło uświadomienie radnym skali problemu, a teraz wszelkie starania rozbijają się o za małe uprawnienia dzielnicy. Sprawa jest paląca i obawiam się, że będzie jednym z głównych tematów przez całą nową kadencję.

O autostradach już wspomniałem. Nie udało się również zablokować inwestycji, które moim zdaniem nie są potrzebne, a generują olbrzymie koszty i jeszcze większe koszty dopiero spowodują. W szczególności tego rodzaju inwestycją jest amfiteatr w Parku Górczewska, którego budowa pochłonie około 15.000.000 zł. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że większą część roku obiekt będzie stał pusty i niewykorzystany. Podobnie jak amfiteatr w pobliskim Parku Sowińskiego na Woli.

Inne podobne inwestycje wciąż nam grożą. Zaliczyłbym do nich wciąż pojawiające się wizje hali sportowej za 40 milionów złotych, równie kosztownej szkoły na Bemowie V czy osiedla budynków komunalnych. Naprawdę nie stać nas na takie wydatki. Wszyscy jesteśmy na dorobku, więc podatki powinny być jak najniższe, a to będzie możliwe tylko wtedy, gdy środki budżetowe będą przeznaczane na cele służące znacznej większości, jeśli nie wszystkim mieszkańcom. Powyższe inwestycje takiego kryterium nie spełniają.

Muszę przyznać, że radny o tak radykalnie wolnorynkowych poglądach jak ja, ma w ogóle ciężkie życie w samorządzie. Wiadomo, że każdy radny na koniec kadencji, w czasie kolejnej kampanii wyborczej, chce móc pochwalić się sukcesami. Dlatego najłatwiej o takie inwestycje, które pozwalają na przecinanie z pompą wstęgi na otwarciach amfiteatru, czy domu kultury, czy budynku z mieszkaniami komunalnymi. Jeśli ktoś, jak ja, jest przeciwny takim inwestycjom, to ma wielki problem – proszę sobie wyobrazić kandydata, który zabiega o poparcie przekonując: „Dzięki mnie nie ma nowego domu kultury, dzięki mnie nie ma nowych mieszkań komunalnych, dzięki mnie nie wybudowano szpitala, zablokowałem dotacje dla Stowarzyszenia Postępowych Poetów itp.”.

Dlatego w praktyce ciężko jest mówić o podziale na prawicę i lewicę, liberałów i solidarystów. W naturalny sposób wraz z przejęciem steru rządów w dzielnicy pojawia się pragnienie zapisania się w pamięci mieszkańców poprzez budowę czegoś jeszcze bardziej okazałego niż poprzednicy. A że to wiele kosztuje i często jest mało przydatne, to już inna sprawa.

Żeby jednak zakończyć ten wątek bardziej optymistycznie to z radością przypomnę, że z pomocą wielu mieszkańców Bemowa udało się zablokować wyjazd radnych na szkolenie do Rucianego-Nida. Choć na sesji wylano potem na moją głowę kubeł pomyj, a zaoszczędzone kwoty nie były gigantyczne, to cała sprawa miała wymiar symboliczny i może uzmysłowiła niektórym, że należy bardzo rozsądnie gospodarować publicznym groszem.

Dziękuję
Niniejszy tekst nie aspiruje do roli drobiazgowego sprawozdania z całej kadencji. Zainteresowanych zapraszam na moje forum internetowe. W tej chwili przyszedł zaś czas na krótkie podziękowanie.

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy na mnie głosowali cztery lata temu i którzy w tegorocznej kampanii pytali mnie, w jaki sposób mogą oddać na mnie swój głos. Niestety nie dane mi było sprawdzić w dniu wyborów czy spełniłem pokładane we mnie nadzieje, dlatego tym większą satysfakcję daje mi sympatia, z którą się ostatnio spotkałem. Dziękuję.
Marcin Bonicki



adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=453