www.bemowa.pl

:: Udrożnić ludziom życie
Wiadomość dodana przez: Dominika Zarzeczna (2006-10-10 23:13:56)

Wywiad IRB z p. Januszem Korwin–Mikke, kandydatem na prezydenta Warszawy z ramienia UPR – Platforma Janusza Korwin-Mikke.

Dominika Zarzeczna: Panie Prezesie, w swoim oświadczeniu stwierdził Pan, że wraca do polityki, ponieważ obecnie partie takie jak PiS i PO zajęte są wyłącznie walką o stołki. Gdyby udało się Panu zdobyć stanowisko prezydenta Warszawy, czy będzie Pan dążył do kompromisu z tymi ugrupowaniami?
Janusz Korwin-Mikke: Będę musiał współpracować z radnymi z tych partii, ponieważ będą w Radzie Warszawy. Przedstawiciele UPR brali udział we wszystkich trzech najważniejszych manifestacjach ubiegłej soboty. Z Platformą Obywatelską łączą nas wolnorynkowe hasła, z Prawem i Sprawiedliwością – chęć pozbycia się bezpieki, a z LPR – szacunek dla rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa. Jesteśmy otwarci na współpracę z tymi partiami, jednak moim zdaniem UPR ma program bardziej konkretny i przejrzysty.

D.Z.: Stwierdził Pan w oświadczeniu, że kandyduje tylko na jedną kadencję, aby potem powtórzyć swoje wyniki w skali kraju. Lech Kaczyński również awansował ze stanowiska prezydenta stolicy, lecz spotkał się z zarzutami traktowania tego stanowiska jedynie jako trampoliny politycznej. Jak Pan odpowie na podobne zarzuty?
J.K-M.: Jest tu pewna różnica – ja chcę coś zrobić w Warszawie i dzięki temu dopiero być wybranym na prezydenta. Trzeba na przykład zlikwidować dużą część terenów kolejowych. Za dawnym dworcem Warszawa Główna, a także w innych miejscach, są hektary terenów, na których leżą nieużywane tory, stoją jakieś rozpadające się budynki; pozamykane przejazdy utrudniają ruch uliczny. Te grunty byłyby inwestycyjnie o wiele więcej warte, gdyby zostały uporządkowane. Twierdzę, że PKP są winne Warszawie ogromne pieniądze. Należy odebrać Kolejom te tereny za długi.

D.Z.: Pan p.o. prezydenta Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz ma wręcz przeciwną wizję wykorzystania infrastruktury kolejowej – chce bowiem włączyć ją do komunikacji miejskiej.
J.K-M.: To jest jakiś absurd. Z Józefowa, gdzie mieszkam, czasami jeżdżę du centrum autobusami. Bilet autobusowy jest znacznie tańszy od biletu kolejowego, poza tym stacje pociągów znajdują się w kompletnie niedostępnych miejscach. Najchętniej w ogóle zlikwidowałbym kolej, ale tego nie mogę obiecać jako prezydent Warszawy. Jako prezydent Polski – owszem.

D.Z.: Czym by Pan zastąpił na przykład kolejowy transport towarowy?
J.K-M.: Tirami, oczywiście. Tir jest o wiele tańszy i bardziej ekologiczny. Wielka elektrownia musi się przecież dużo nadymić, zanim wyprodukuje prąd dla tej "ekologicznej" kolei.

D.Z.: Może jednak lepiej założyć filtry na kilku kominach elektrowni niż na rurach wydechowych tych wszystkich tirów...?
J.K-M.: Ależ skąd, samochody ciężarowe są wyposażone w katalizatory spalin, a poza tym należy pamiętać, ża ropa to przecież produkt naturalny. Zlikwidowałbym też część linii tramwajowych w tych miejscach, gdzie utrudniają one ruch samochodowy – na przykład na rondzie ONZ, czy w rejonie WAT na Bemowie. Tramwaj to nieprawdopodobny zawalidroga. Metro jest kosztowne, ale biegnie pod ziemią i nie przeszkadza na drogach. Niech ludzie jeżdżą samochodami, rowerami, motorami, metrem, a nie tramwajem.

D.Z.: Podkreślał Pan, że prawie całe życie spędził Pan w Warszawie. Czy według Pana tylko rodowity warszawiak może być dobrym prezydentem tego miasta?
J.K-M.: Absolutnie nie. Warszawiak przeważnie mieszka w jednej dzielnicy i jako prezydent będzie faworyzował tę dzielnicę kosztem innych. Ja mieszkałem we wszystkich dzielnicach Warszawy. To, że pan Marcinkiewicz nie mieszkał w Warszawie, nie jest absolutnie przeszkodą, aby był dobrym prezydentem.

D.Z.: Jakie inwestycje w Warszawie uważa Pan za najpilniejsze?
J.K-M.: Drobne inwestycje – tysiące drobnych, prywatnych przedsięwzięć. Trzeba usunąć trudności, które nie pozwalają ludziom inwestować. Każdy teraz chce przeciąć wstęgę jakiejś dużej inwestycji, pomijając zupełnie drobne sprawy; od drobnych przedsięwzięć właśnie jestem ja. Zakładam, że jeżeli ktoś inwestuje swoje pieniądze, to stara się mieć z tego zysk, a skoro chce mieć zysk, to musi robić coś, co jest potrzebne ludziom.

D.Z.: Czy będzie Pan dążył do umocnienia władzy lokalnej w dzielnicach?
J.K-M.: Jestem zwolennikiem systemu amerykańskiego, w którym są osiedla ustalające własne settlement acts – zasady regulujące warunki zabudowy i inne szczegóły funkcjonowania osiedli. Miasto się w ogóle w to nie wtrąca. Najchętniej zrezygnowałbym z podziału na dzielnice na rzecz takich właśnie autonomicznych jednostek.

D.Z.: Jak wyglądałaby samodzielność finansowa takich osiedli?
J.K-M.: Oczywiście jestem za przekazaniem jak najwięcej pieniędzy “w dół” - niech osiedla dostaną pieniądze i uczą się gospodarować. Jestem też zwolennikiem jak najszerszej prywatyzacji. Sokrates Starynkiewicz był najlepszym prezydentem Warszawy – za jego czasów tramwaje i kanalizacja były bardzo dochodowymi, prywatnymi przedsiębiorstwami.

D.Z.: Jaki jest Pana stosunek do inwestycji strategicznych takich jak likwidacja handlu na Stadionie Dziesięciolecia i przebudowa stadionu?
J.K-M.: Nie będę likwidował handlu na stadionie. W środku mogą być mecze, a na zewnątrz można handlować – byle nie w tym samym czasie. Jedno drugiemu wcale nie przeszkadza. Stadion to największy pracodawca w całej Warszawie.
D.Z.: Jest to jednak pracodawca należący bardziej do “szarej strefy”...
J.K-M.: Mnie to nie interesuje, czy człowiek żyje z szarej, czarnej czy białej strefy. On ma żyć i ma zarobić.

D.Z.: Jak Pan ocenia stan służby zdrowia w Warszawie?
J.K-M.: To nie jest problem prezydenta miasta.
D.Z.: A czyj?
J.K-M.: Obywateli. Jeżeli będzie to w moich kompetencjach, wprowadzę czek zdrowotny. Należałoby wszystkie pieniądze, które idą na służbę zdrowia podzielić przez liczbę obywateli Warszawy, wręczyć każdemu po czeku i niech płaci sam.

D.Z.: W Warszawie pracuje i mieszka tymczasowo wiele osób nie zameldowanych. Te osoby korzystają tu z oświaty, komunikacji i służby zdrowia. Czy według Pana jest to korzystne zjawisko, czy też może należy mu przeciwdziałać?
J.K-M.: Czek zdrowotny rozwiązałby problemy rejonizacji – mieszkańcy innych miejscowości, pobrawszy czek u siebie, mogliby go realizować w dowolnym prywatnym zakładzie medycznym. Stefan Kisielewski, założyciel UPR, powiedział, że socjalizm jest to ustrój, w którym się bohatersko pokonuje trudności nie znane w żadnym inym ustroju. Otóż gdyby nie było socjalizmu i każdy płaciłby za siebie, to by nie było tego problemu. Dołożę wszelkich starań, aby nikt w Warszawie nie dostał zasiłku dla bezrobotnych – niech pracują. Obniżę podatki, aby stworzyć warunki do wzrostu zatrudnienia. Nie wydam ani złotówki na promocję Warszawy – gdy będą niskie podatki, inwestorzy sami przyjadą.

D.Z.: W jaki sposób rozwiązałby Pan sprawę zwrotu nieruchomości w Warszawie ich przedwojennym właścicielom?
J.K-M.: Oddałbym je. Najlepszym rozwiązaniem jest zwrot nieruchomości, a nie wypłata odszkodowań.

D.Z.: Jaki jest Pana stosunek do budowy tras ekspresowych na terenie Warszawy? Czy obecny projekt GDDKiA zyskuje Pana poparcie? Czy uważa Pan za konieczne wybudowanie pozamiejskiej obwodnicy Warszawy?
J.K-M.: Pozamiejska obwodnica to już nie jest sprawa prezydenta miasta. Niegdyś mieszkańcy dużych miast wręcz domagali się, żeby samochody przejeżdżały przez ich miasta. Dziś wręcz przeciwnie – nie chcą ruchu samochodowego. Trasy szybkiego ruchu, które nie wchodzą bezpośrednio w nerw komunikacyjny miasta, muszą być poprowadzone w tunelach – tak aby teren ponad nimi można było przeznaczyć na inwestycje. Trasy te można uczynić mniej uciążliwymi dla ludzi i środowiska podnosząc dopuszczalną prędkość ruchu. Poznosiłbym wszystkie bzdurne ograniczenia prędkości. To jest jakiś absurd, żeby na wszystkich drogach miejskich było ograniczenie do 50 km/h, podczas gdy wiadomo, że kierowcy jadą o wiele szybciej.

D.Z.: GDDKiA tłumaczy, że obecnie planowane trasy ekspresowe będą służyły zarówno ruchowi osobowemu jak i ciężarowemu...
J.K-M.: Jeżeli taką na przykład trasą Armii Krajowej będzie cały czas jechał ciężki sprzęt, to droga się zapcha. Ruch tranzytowy może być bardzo uciążliwy, zatem trasy powinny być prowadzone w tunelach. Jeżeli kierowca jedzie z Berlina do Moskwy, to naturalne jest, że chce ominąć miasto. Powinna być obwodnica dla tych, którzy nie chcą przejeżdżać przez Warszawę.

D.Z.:
Bemowo jest peryferyjną dzielnicą Warszawy sąsiadującą z otuliną Kampinoskiego Parku Narodowego. Jak Pan wyobraża sobie rozwój tej dzielnicy?
J.K-M.: To nie jest problem prezydenta miasta – prezydent nie powinien się w to wtrącać. Specjaliści opracowali plany ideowe, jak powinno wyglądać miasto: tu usługi, tam fabryki, ówdzie mieszkania itd.. Wszystkie miasta w USA mają naczelnych architektów. Tylko Houston w Teksasie nie ma takiego architekta i - pozornie paradoksalnie - układ tego miasta jest najbardziej zbliżony do tego teoretycznego ideału. Miasto potrafi się zorganizować samo – tylko nie trzeba mu w tym przeszkadzać.

D.Z.: W takim razie co byłoby priorytetem Pańskiej działalności?
J.K-M.: Udrożnić ludziom życie – nie tylko w zakresie komunikacji, ale we wszystkich aspektach. Za komuny starano się, żeby restauracje wyglądały ładnie i niewiele z tych starań wynikało. Gdy tylko państwo przestało się troszczyć, powstały ładne restauracje. Nie należy mieszkańcom przeszkadzać w tworzeniu miasta.



adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=400