www.bemowa.pl

:: Praskie wspomnienia
Artykuł dodany przez: Maciej IRB (2007-07-31 12:33:56)

Ja jestem rodem z lewobrzeżnej,
lecz uwielbiałem tu wędrować,
gdy już od mostu w nozdrza biła
woń tak niebiańsko cukierkowa,
że można było tym zapachem,
czysto wedlowskim, oczywiście,
się i nasycać i zachwycać,
wlepiając oczy w martwe liście,
co jak w piosence, niegdyś słynnej,
spadały w parku z drzew jesienią,
wszystkimi odcieniami złota,
nieprzyzwoicie wprost, się mieniąc...

A w złych wspomnieniach z czasu wojny
tkwiła ulica Skaryszewska,
która śpiewany rym tworzyła
do słów motyka, piłka, deska...

No, w piłkę później tu grywali
i to nie tylko zawodnicy,
były turnieje pod stadionem,
na błoniach, prawie przy ulicy,
co bardzo często się widziało
tramwajem mknąc w północną stronę
i zostawiając, jakby z prawej
park, kościół, teatr i Kamionek...

A w dzień gorący była plaża
pomiędzy rzeką, a stadionem,
na której milion ciał leżało,
zwracając się w słoneczka stronę,
lub spoglądając w stronę rzeki,
patrząc, jak łajby sobie płyną,
albo czasami liżąc smaczne
lody calypso lub bambino...

Dzisiaj mi się smutnawo robi,
kiedy czasami sobie myślę,
że wszystko to jest jakieś inne...
Lecz taka sama woda w Wiśle...

Andrzej Rodys




adres tego artykułu: www.bemowa.pl/articles.php?id=162